Kościół Akademicki w Rzeszowie

Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Jadwigi Królowej w Rzeszowie, al. T. Rejtana 21

Kodeń /Pielgrzymim szlakiem/

11 kwietnia 2018

                                                               Kodeń

Jest takie powiedzenie, że natura ciągnie wilka do lasu. Mnie natura też ciągnie, ale nie do lasu tylko w rejony, których jeszcze nie odwiedziłem. Czasem zdarza się tak, że los kiwnie palcem i zaprosi cię na przygodę życia, ale ktoś musi pokazać, że na nią zasługujesz. Tym razem los posłużył się księdzem Bogusławem  z Wojnicza, od którego dostałem propozycję wyjazdu na dwudniową pielgrzymkę do słynnych sanktuariów na północno-wschodnich terenach Polski. A była to wielka trójka warmińskich sanktuariów maryjnych: Gietrzwałd, Święta Lipka i Stoczek Klasztorny. Ten ostatni w sposób szczególny zapisał się w najnowszej historii Polski. Więziono w nim przez rok księdza prymasa Stefana Wyszyńskiego. W pierwszy dzień, po drodze, odwiedziliśmy jeszcze Kodeń, Grabarkę i Wiznę.

Z wymienionych miejsc byłem tylko w Świętej Lipce, a w pozostałych miejscach być mi jeszcze nie było dane. Mój znajomy ksiądz, który organizował ten wyjazd, nie miał problemu, aby mnie na niego namówić,  bo ja zawsze jestem chętny na takie wojaże, o ile pozwala mi na to czas. Termin wyjazdu mi odpowiadał, a była to sobota i niedziela 21 i 22 października 2017 roku.

W wyznaczoną sobotę już przed godziną piątą rano, dosiadłem się do wycieczkowiczów w Rzeszowie, a miejscem wyjazdowym był Wojnicza. Do Kraśnika jechaliśmy po ciemku. Przed Lublinem zaczęło się rozwidniać i uczestnicy rozbudzali się, i podziwiali mijane tereny zza szyb autokaru. Każdy rejon czymś się wyróżnia, a to charakterystyczną zabudową, a to wielkimi połaciami łąk i stadami bydła pasącymi się na nich czy też dużymi ilościami gniazd bocianich, usłanych na okolicznych drzewach czy słupach elektrycznych. Oprócz specyficznej zabudowy dla danego terenu, dostrzec można było, szczególnie na domach, pomalowane różnorodne, kolorowe wzory czy motywy roślinne. Nadaje to temu regionowi osobliwy urok. Gdyby w naszym regionie, ktoś tak pomalował swoje obejście, wyglądałoby to dziwnie, a nawet śmiesznie. Natomiast tam gdzie jest dużo tak pomalowanych budynków, nabiera to uroku i pasuje do całości zabudowy. I odwrotnie, niepasującym elementem wniesionym do tamtej zabudowy, stałaby się zabudowa, jaka dominuje w naszym rejonie  na Podkarpaciu czy w Małopolsce.

Czas szybko mijał na obserwacji terenów i gdzieś około 10-tej dotarliśmy do miejscowości Kodeń nad Bugiem, niedaleko Terespola, aby tam nawiedzić znajdujące się sanktuarium z obrazem Matki Boskiej Kodeńskiej, zwanej też Królową Podlasia. Według informacji przekazanych nam w autobusie, przez panią profesor Małgorzatę Pachowicz, dowiedzieliśmy się że, Kodeń przez kilka stuleci należał do jednej z gałęzi rodu Sapiehów i ma barwną, sięgającą XV wieku historię. W 1629 roku jeden z właścicieli Kodnia, słynący z pobożności Mikołaj Sapieha rozpoczął budowę kościoła katolickiego, wzorowanego na bazylice Św. Piotra w Rzymie. Wkrótce potem poważnie zachorował i w nadziei na cudowne wyleczenie, udał się z pielgrzymką do samego Stolicy Piotrowej. Po audiencji u papieża istotnie ozdrowiał. Popadł jednak w inne kłopoty dlatego, że w kaplicy papieskiej zobaczył sławny obraz „Madonna de Guadelupe”, według legendy namalowany w VI wieku przez Św. Augustyna, na wzór statuy Matki Boskiej dłuta Św. Łukasza Ewangelisty. Zapałał do niego tak gwałtowną miłością, że zdecydował się podstępnie ukraść ten obraz i uprowadzić do Polski. Został z tego powodu ekskomunikowany przez Urbana VIII, nie poddał się jednak i po kilku latach uzyskał wybaczenie i zezwolenie na zatrzymanie świętego obrazu w Kodniu, gdzie można go podziwiać do dzisiaj.

 

Fabularyzowaną wersję tych wydarzeń przedstawiła Zofia Kossak-Szczucka w swojej książce "Błogosławiona wina". My natomiast podczas jazdy w autokarze obejrzeliśmy filmową wersję tej książki.

Kolejnym miejscem na trasie pielgrzymki, była  Święta Góra Grabarka – miejsce kultu chrześcijan prawosławnych.  Na Grabarkę z Kodnia jechaliśmy przygraniczną drogą ciągnącą się wzdłuż Bugu, który w tym miejscu jest jednocześnie granicą państwa. Z odległości większej lub mniejszej od drogi, widać było słupy i znaki graniczne pomiędzy Polską i Białorusią. Przejeżdżając tam, podziwialiśmy piękne tereny nadbużańskie, połacie  pól uprawnych, łąk i pastwisk. Nadbrzeża Bugu to przeważnie tereny płaskie, porośnięte kępami drzew i po nich, z oddali rozpoznajemy, którędy przebiega koryto rzeki. W takiej przyjemnej scenerii mijaliśmy nadgraniczne wioski, pojedyncze zabudowy czy małe miasteczka, by po przejechaniu około stu kilometrów, dotrzeć na Świętą Górę Grabarkę, miejsce kultu chrześcijan prawosławnych.

 Informacje o  tym miejscu przedstawił nam w czasie podróży ks. przewodnik. Najstarsze dzieje tego miejsca nie są znane. Góra zasłynęła w 1710 r., kiedy epidemia cholery szalała na terenach Podlasia. W tym czasie pewnemu starcowi we śnie zostało objawione, że ratunek można znaleźć na pobliskim wzgórzu. Wierni poszli za głosem Bożym, przynosząc ze sobą krzyże. Z modlitwą obmywali się i pili wodę ze źródełka. Według kroniki siemiatyckiej parafii, ratunek od choroby znalazło wówczas ok. 10 tys. ludzi. W podzięce Bogu za cud, zbudowano na tym miejscu drewnianą kapliczkę Przemienienia Pańskiego. Cerkiew przebudowywana, remontowana, upiększana, dotrwała do 1990r., kiedy to podpalona spłonęła doszczętnie. Nowa, murowana cerkiew została wyświęcona w 1998 r. Od setek lat ludzie przychodzą tu z prośbą i modlitwą o pomoc. Zostawiają swoje krzyże, pod którymi kryją się ich osobiste troski, smutki i radości.

 

Przychodzą, aby tu znaleźć ukojenie, radość, pociechę i wzmocnienie. Najbardziej liczne pielgrzymki przybywają na Świętą Górę na święto Przemienienia Pańskiego (18/19 sierpnia), ale wierni, pielgrzymi i turyści docierają tu przez cały rok. Wokół cerkwi wznosi się prawdziwy las ofiarnych krzyży, przynoszonych od lat przez pielgrzymów. Zostawiają je wierni wraz ze swoimi intencjami i modlitwami o zbawienie, przepraszając za grzechy, prosząc o uzdrowienie, duchową odnowę, nawrócenie.

 

Po zwiedzeniu Grabarki, udaliśmy się do miejscowości Wizna. Niepełną znajomością trasy i pechem mogą tłumaczyć przeoczenie kierowca i przewodnik. Autokar skierowany został na dłuższą i będącą w przebudowie drogę, tak, że do Wizny zamiast planowych dwóch i pół godziny, jechaliśmy godzinę dłużej, a ponadto pobłądziliśmy, poszukując zjazdu z drogi, z którego pieszo powędrowaliśmy do miejsca, w którym Władysław Raginis wolał dobrowolnie ponieść śmierć, niż dostać się z oddziałem do niewoli. Informację o tym miejscu przedstawiła nam w czasie jazdy pani dr Anna Pachowicz, historyk specjalizujący się w dziejach II Wojny Światowej. Jej świetny referat skrócił nam czas oczekiwania na dotarcie na miejsce bitwy.  Po przybyciu na miejscem pomodliliśmy się, złożyliśmy kwiaty i zapaliliśmy znicze. Wówczas od przewodnika dowiedzieliśmy się, że  w tym miejscu w dniach od 7 do 10 września 1939 roku, kilkuset polskich żołnierzy kpt. Władysława Raginisa stawiło opór kilkudziesięciotysięcznej armii niemieckiej, dowodzonej przez gen. Heinza Guderiana. Choć przewaga wojsk III Rzeszy była ogromna, obrońcy walczyli do końca. O świcie 10 września do ataku ruszyli ponownie Niemcy i w trakcie walki przy polskim schronie pojawił się niemiecki parlamentariusz, stawiając Raginisowi ultimatum, że albo bunkier się podda, albo polscy jeńcy wzięci w czasie bitwy, zostaną rozstrzelani. Wobec faktu, że większość obrońców była w różnym stopniu ranna, a amunicja była na wyczerpaniu, po namyśle Raginis rozkazał swoim żołnierzom opuścić schron, a sam rozerwał się granatem. Bitwa ta, określana mianem Polskich Termopili, pomimo poważnej dysproporcji pomiędzy siłami polskich obrońców pod dowództwem kapitana KOP-u Władysława Raginisa a siłami niemieckimi, stała się jednym z najbardziej bohaterskich, lecz i najmniej znanych epizodów II wojny światowej. 

Z Wizny tuż przed zmrokiem, ruszyliśmy w stronę Stoczka Warmińskiego, w którym mieliśmy zaplanowany nocleg i obiadokolację. By dotrzeć do miejsca docelowego, mieliśmy przejechać ponad 200 km. Do klasztoru dotarliśmy na 21:30. W Stoczku, po zjedzeniu obiadokolacji, kustosz sanktuarium, w klasztornej kaplicy pokrótce zapoznał nas z historią tego szczególnego miejsca. Dowiedzieliśmy się, że Wieś Stoczek założył w 1349 biskup warmiński Herman z Pragi. Sanktuarium zbudowano w latach 1639-1641. W środku ołtarz z 1713 roku z obrazem Matki Bożej z 1640 roku. Obraz jest okryty srebrną sukienką z 1687 r.

 

Na obrazie zawieszone są bursztynowe korale – wotum kardynała Stefana Wyszyńskiego. W 1983 roku obraz został koronowany przez Jana Paweł II. Tu w Stoczku internowany był kardynał Stefan Wyszyński. Przywieziony został z Rywałdu późnym wieczorem 12 października 1953. Wydzielono dla niego część pomieszczeń pierwszego piętra, w od lat nieużytkowanym klasztorze. Ogród otoczony wysokim murem zabezpieczonym drutem kolczastym, skutecznie zapewniał izolację od świata zewnętrznego. Ochronę obiektu zapewniało kilkudziesięciu funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W Stoczku 8 grudnia 1953 kardynał Stefan Wyszyński napisał Akt osobistego oddania się Matce Najświętszej, tutaj też napisał tekst Jasnogórskich Ślubów. W części klasztornej sanktuarium znajduje się izba pamięci kardynała Stefana Wyszyńskiego, którą pokazał nam kustosz. Obejrzeliśmy pomieszczenia oraz przedmioty, z których korzystał.

 

 

Prymas  Kardynał Wyszyński pobyt w miejscach odosobnienia opisał w "Zapiskach więziennych". Sanktuarium Matki Bożej Pokoju w Stoczku posiada tytuł bazyliki mniejszej, nadany przez papieża Jana Pawła II 19 maja 1987 r.. Od 1957 r. sanktuarium opiekują się księża marianie, znani z wzniesienia świątyni w Licheniu.

 

Rano po spożyciu śniadania udaliśmy się do słynnego na całą Warmię i Mazury sanktuarium w Świętej Lipce, położonej w pobliżu Kętrzyna nad jeziorem Dejnowa.

Jadąc z Reszla do Świętej Lipki podziwialiśmy barokowe kapliczki drogi różańcowej, ustawione na trasie liczącej około 6 km długości. Po drodze w autokarze mieliśmy wykład o tym sanktuarium, wygłoszony przez panią dr Alicję Bednarz i dowiedzieliśmy się, dlaczego wzniesiono tak piękną świątynię, wśród bagien i lasów, na zupełnym odludziu? Jak głosi legenda przekazywana ustnie przez pokolenia, a spisana w 1626r. przez Michała Ciaritiusa, początki sanktuarium maryjnego sięgają XIV w., kiedy to w Kętrzynie skazanemu na śmierć objawiła się Matka Boska i poprosiła o wyrzeźbienie jej postaci z Dzieciątkiem. Mając w oczach obraz Pięknej Pani, w oczekiwaniu na egzekucję, skazany w ciągu nocy wyrzeźbił z drewna piękną figurkę. Rankiem znaleziono przy skazańcu rzeźbę. Zdumieni doszli do wniosku, iż jest to znak bożego ułaskawienia i zwrócili skazanemu wolność. Dziękując Matce Boskiej za uratowanie życia ucieszony człowiek szukał po drodze dorodnej lipy, na której mógłby postawić rzeźbę, jak poleciła mu Piękna Pani w widzeniu. Znalazł wspaniałą lipę w miejscu, gdzie stoi obecna bazylika. W krótkim czasie miejsce to zasłynęło cudami. Od niepamiętnych czasów Święta Lipka stała się miejscem licznych pielgrzymek. Obecnie ponad 100 tys. turystów przyjeżdżających na Mazury, odwiedza znajdujące się tu Sanktuarium Maryjne. Z powodu licznych grup pielgrzymów, Święta Lipka często nazywana jest "Częstochową Północy".

 

Świętolipska bazylika pw. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny wraz z obejściem krużgankowym i klasztorem, jest jednym z najważniejszych zabytków baroku w północnej Polsce. Po indywidualnej modlitwie oraz zwiedzeniu sanktuarium w Świętej Lipce, udaliśmy się do Gietrzwałdu.

Od przewodnika dowiedzieliśmy się, że obecnie Gierzwałd odwiedza blisko milion pielgrzymów rocznie. słynnie z objawień Matki Bożej w 1877 roku. Jest to jedyne miejsce objawień w Polsce, gdzie – 140 lat temu Najświętsza Maria Panna ukazała się dwom dziewczynkom, Justynie Szafryńskiej i Barbarze Samulowskiej. Wiarygodność objawień potwierdził Kościół.

Gierzwałd, nazywamy polskim Lourdes, ze względu na podobieństwa objawień i dużą liczbę uzdrowień, natomiast związany jest też z Fatimą, przekonaniem o sile modlitwy różańcowej. W sanktuarium Matki Bożej Gierzwałdzkiej o godzinie 11-tej uczestniczyliśmy we mszy świętej.

 

 W celebrze uczestniczyli ksiądz Bogusław i ksiądz Bartłomiej, uczestnicy naszej pielgrzymki. Po mszy, do czasu obiadu, który ustalony był na godzinę 14, mieliśmy czas na indywidualne zwiedzanie terenu i zaopatrzenie w wodę z cudownego źródełka. Po obiedzie powrót do Wojnicza przez Warszawę, Kielce i Tarnów.

W drugi dzień pobytu pogoda nie dopisała. Było zimno, wietrznie i mżysto, ale na szczęście podczas zwiedzania nie zmokliśmy, trafiliśmy na przerwę w opadach, za to prawie całą drogę jechaliśmy przy włączonych wycieraczkach.

Po rozmowie z księdzem przewodnikiem, który to w sposób spontaniczny w krótkim czasie zorganizował pielgrzymkę, podsumowując wyjazd, doszliśmy do wniosku, że można było inaczej rozplanować kolejność odwiedzanych miejsc. Praktycznej by było aby w pierwszy dzień nocleg był w Świętej Lipce. Na drugi dzień po śniadaniu można by uczestniczyć  we mszy świętej oraz wysłuchać koncertu organowego, z którego słynie Święta Lipka. Koncerty, na które specjalnie przyjeżdżają pielgrzymi i turyści, w niedziele organizowane są dwukrotnie – rano i po południu.

Ze Świętej Lipki należało wyruszyć do Stoczka Warmińskiego i Gierzwałdu, by wcześniej można było udać się w drogę powrotną. Ale choć dużo czasu przebywaliśmy w autokarze, to odwiedziliśmy zaplanowane miejsca. Podczas jazdy, dopóki było jasno na polu, oglądaliśmy mijane tereny północno wschodniej Polski. Podobało mi się to, że jadąc do zwiedzanych miejsc, poszczególne panie przedstawiały przygotowany wcześniej referaty, informujące o miejscu, do którego zmierzaliśmy. To sprawiało, że docierając do kolejnego miejsca na trasie naszej pielgrzymki mieliśmy już pewną wiedzę o zwiedzanym miejscu  i mniej czasu potrzeba było na zapoznanie z jego historią , niewątpliwie ułatwiało to zwiedzanie.

Jak to bywa na tego typu wyjazdach, podczas podróży był czas na zbiorową modlitwę, śpiewy godzinek, pieśni i odmówienie części różańca ze świetnymi rozważaniami księdza przewodnika. Odmawialiśmy też koronkę do Miłosierdzia Bożego i oglądnęliśmy film.

Podsumowanie.

Mówi się, że podróże kształcą, tak i po tej też pozostały miłe wspomnienia i utwierdzenie w przekonaniu, że teren Polski jest naprawdę przepiękny i niczym nie ustępuje innym krajom. Trzeba tylko chcieć dostrzec urok terenów i piękno ich różnorodności.

Są miejsca, które napełniają kornym wzruszeniem, to właśnie było naszym udziałem podczas tego wyjazdu, gdzie przekraczaliśmy progi sanktuariów maryjnych.

Były też miejsca, które napełniają respektem, które powodują skurcz serca, właśnie nim była Wizna z pomnikiem i refleksyjnymi wspomnieniami o zapomnianych bohaterach.

Było też miejsce refleksji, zadumy i przemyślenia w Grabarce, gdzie przy niezmierzonej ilości postawionych krzyży, zastanawiałem się, jaki bym tam zostawił krzyż pasujący do mnie.

Są miejsca musujące radością, w które z widokami nadbrzeżnych drzew, rozciągających się uprawnych pól i łąk, lekkiej wiejskiej zabudowy, sprawiają, że wśród nich czujesz się jak u siebie w domu. A były to tereny nadbużańskie, które mijaliśmy. Są one położone nie daleko od terenu Litwy, które to Adam Mickiewicz pięknie opisywał w „Panu Tadeuszu”, W śród takich pól, przed laty, nad brzegiem ruczaju… potrafił dostrzec i zachwycać się ich pięknem. Oprócz piękna krajobrazu czuliśmy, że jesteśmy w krainie mlekiem i miodem płynącym, gdzie rozciągają się połacie uprawnych pól, rozkwieconych łąk i pastwisk pełnych bydła mlecznego. Czuło się, że jesteśmy w środku naturalnego spichlerza Polski, w miejscu gdzie ziemia rodzi, a człowiek korzysta z jej darów. Uważam, że tam ludzie bardziej kochają ziemię, a mniej zwracają uwagę na warunki, w jakich mieszkają. W naszych stronach natomiast spotykamy więcej ładniejszych i solidniejszych domów, i budynków gospodarczych, ale za to, zdecydowanie więcej jest w naszym rejonie, ugorów i odłogów, a z pól uprawnych robią się dzikie pola, porośnięte chwastami i krzakami. Powiadają, że dobry jest rausz z wina, ale jeszcze lepszy z przygody przeżytej podczas udanej wycieczki.

Brat Kazimierz Smolak

 

Msze święte

w niedzielę o:

  • 7:00
  • 9:00
  • 10:30
  • 12:00
  • 20:00

w dni powszednie:

  • 7:00
  • 18:00

Liturgia dnia